czwartek, 4 czerwca 2015

Życie młodego nauczyciela. Czy warto uczyć w polskiej szkole etyki?

Kończy się rok szkolny. Mój także. Dzieci odliczają dni do wakacji. W przyszłym tygodniu ostatni moment na wpisanie ocen semestralnych w dzienniku. Uczniowie co sił próbują jeszcze zrobić co można, by móc uzyskać ocenę choć o pół stopnia wyższą. Dla uczniów wakacje - dla mnie również. Bezpłatne. 26 czerwca kończy mi się umowa podpisana na całe 4 godziny z pełnego etatu. Dużo? Proszę sobie wyobrazić, że nie otrzymuję 5 tysięcy złotych jak odnotowywane jest często w gazetach. Lecz nie pieniądze mnie martwią. Martwi mnie brak pracy, brak zatrudnienia. Tak jakby to, co dotychczas robiłam nie miało żadnego sensu i pożytku dla dzieci ani dla mnie. Ministerstwo zrzuciło obowiązek utrzymania szkół samorządom lokalnym i w ten oto sposób, dowiedziałam się, że miasto Poznań nie przewidziało dla mnie etatu. Być może o zatrudnieniu dowiem się we wrześniu. Tak czy siak, moje prawdziwe studenckie życie zacznie się od lipca. Nie otrzymam już z uczelni stypendium naukowego ani wypłaty ze szkoły (choć 370 złotych to zawsze coś, w porównaniu z niczym). Oto moja pierwsza rzeczywistość na polskim rynku pracy. Dyplom i nic. Taty brak. Chyba nigdy jeszcze nie miałam takiego roku, w którym z jednej strony człowiek cieszy się, że coś kończy i zaczyna coś nowego, z drugiej wie, że musi żyć tak, aby cieszyć się każdą złotówką. Złotówką? A nie groszem? Ale chwila... a etyka? Czy warto uczyć etyki w polskiej szkole? Oczywiście, że warto! Koniecznie dzieci powinny uczęszczać na lekcje etyki. Jeśli tylko podoba im się na lekcjach, a nauczyciel z zapałem maniaka potrafi (bo chce!) przekazać dzieciom wiedzę, umiejętności i wskazać wartości, którymi należy się kierować w życiu codziennym, tym bardziej TAK! Cóż... a ja pierwszy raz w życiu przeżyję na własnej skórze jak człowiek żyje za zero złotych miesięcznie. Byle do następnej pracy! Powodzenia wszystkim!



1 czerwca - Dzień Dziecka.

Szacunek a wartość człowieka na co dzień. Nie tylko od święta.

Pierwszy dzień czerwca jest dniem wyjątkowym, gdyż obchodzi się Dzień Dziecka. Zdecydowana większość Rodziców z kilkudniowym niekiedy wyprzedzeniem dokonuje trudnego wyboru i zakupu prezentu dla swojej pociechy/swoich pociech. Jednakże, czy zastanawialiście się kiedykolwiek Drodzy Czytelnicy nad tym, po co właściwie jest Dzień Dziecka? Czy tylko po to, aby podarować dziecku zabawkę i złożyć życzenia? Po co istnieją i są jakże uważnie oznaczone w kalendarzach dni: Matki, Ojca, Babci, Dziadka, Nauczyciela, Kobiet, Mężczyzny, Edukacji Narodowej, Konstytucji Trzeciego Maja, Flagi Narodowej, Papieża Jana Pawła II (tak, również mamy - sprawdziłam w kalendarzu), etc.?
Michał, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej, odpowiedział na wspomniane powyżej pytanie, że są to dni, które służą zaspokojeniu przyjemności, dla zabawy i pamięci jednocześnie - by wspólnie spędzać ze sobą czas i cieszyć się miłą atmosferą. Czy tylko? Co takiego kryje się za niekiedy spersonalizowanym dniem w roku kalendarzowym? Przecież dzieci, mamę, tatę, babcię, dziadka mamy na co dzień. Kobiety i mężczyźni mijają nas na ulicy, w środkach komunikacji. Jestem z zawodu nauczycielką, ale także na co dzień przeciętną kobietą - muszę o tym przypominać sobie od czasu do czasu, wertując kolejne kartki kalendarza? Konstytucję uchwaliliśmy jako pierwszy naród w Europie (zaraz po Stanach Zjednoczonych), ale Flagi Narodowej? Edukacji Narodowej? Papieża Jana Pawła II, któremu i tak poświęcono już wiele miejskich skwerów i pomników? No właśnie, po co? Czy wyrażamy takim sposobem szacunek i pamięć względem siebie, uznanych wartości polskiego narodu, czy wymuszamy sztucznie już przyjęty zwyczaj konsumpcji egzystencji w zgryźliwym kapitalizmie? 

wtorek, 2 czerwca 2015

Czy wdzięczność zobowiązuje?

Po obejrzeniu bajki "Krecik i orzeł" dla dzieci nieobecnych na poprzednich zajęciach, zmieniłam formę zadania opartego na animowanym filmiku. Tym razem dzieci miały wykonać rysunek lub opis sytuacji, w jakich momentach bajki zauważyły elementy wdzięczności. Poniżej zamieszczam prace uczniów, które będziemy sobie jutro prezentować w grupie:)





wtorek, 26 maja 2015

Zadanie domowe?! Nie mam czasu!

Tworząc ten blog, miałam przede wszystkim na uwadze ukazanie pozytywnych stron kreatywnego nauczania etyki. Kreatywnego, a jednak opartego na bazie rzetelnego przygotowania się do zajęć. Wydaje mi się, że to podstawa, by móc należycie przeprowadzić lekcję, w sposób adekwatny do wieku i możliwości odbiorców. Pracowałam kiedyś w prywatnej i społecznej szkole. I wiem już, że tam nigdy nie wrócę. Nigdy. Ignorowałam cele, jakim miała służyć sama idea nauki, tylko po to, by dziecko i rodzice byli na tyle zadowoleni, aby chcieli nadal posyłać dziecko do szkoły, zaś uczeń nadal uczęszczał bez większych problemów na lekcje. Ale gdy na każdym kroku czuję na sobie presję kontroli  a tym samym braku chęci informowania o możliwości uczęszczania na zajęcia etyki nawet dla jednego dziecka z uwagi na związane z tym koszty, tak szala wagi jednak przeciążyła. W publicznej szkole dzieci same zgłaszają się do mnie na zajęcia. Kto chce ten w nich uczestniczy. Wystarczy pisemna zgoda rodzica. W szkołach prywatnych i społecznych salki są małe, w których pełno jest wszystkiego. Niby fajnie. Dzieci faktycznie mogą czuć się niczym w sali zabaw, aniżeli w szkole. Nie służy to jednak atmosferze nauki. Dostęp do tablicy utrudniony - znaczna część sali zastawiona jest meblami. W takich salach nie mam nawet miejsca na odstawienie z dziećmi ławek, by móc wykorzystać przestrzeń sali do zajęć ruchowych. I zabieranie dzieci w czasie trwania lekcji na inne zajęcia. Totalnie to dezorganizuje lekcję. Wchodzenie i wychodzenie nauczycieli do i z sali w czasie lekcji, by zostawić jakąś torbę z rzeczami. Nigdy w publicznych szkołach nie spotkałam się z takim zachowaniem. Jednak to, co zabolało i odepchnęło mnie najbardziej to uczniowie, w których wierzyłam i pokładałam głębokie nadzieje. Pewnego dnia, uczniowie przygotowywali projekty zabawek dla dzieci z Krajów Trzeciego Świata. Pomijając już fakt, że w połowie trwania lekcji etyki dla klasy czwartej, przyprowadzono mi czwórkę dzieci z klasy drugiej z pretensjami, iż nie odebrałam dzieci ze świetlicy, kiedy przez kilka poprzednich tygodni nie było chętnych, mimo permanentnych moich przechadzek do świetlicy szkolnej. Dwa tygodnie później, dzieci miały przynieść albo gotową zabawkę albo materiały, z których dzieci miały z moją pomocą przygotować rzecz według przygotowanego na poprzedniej lekcji projektu. Co usłyszalam na lekcji? Że nie mają materiałów i zabawek, gdyż nie mają czasu na zadania domowe - są zmęczone popołudniowymi zajęciami dodatkowymi, jak balet, jazda konna, nauka języka obcego czy basen. Stwierdziłam wtedy, z ogromną przykrością, że w jakimś sensie jest to już nie tylko nieporozumienie, ale po prostu nie fair. Dlaczego ja, jako nauczycielka mam przygotowywać się na lekcje, skoro dziecko  nie chce się do zajęć przygotować, gdyż nie ma na nie czasu?Po co, mimo wszystko, wymyślam różne konspekty lekcji, przygotowuję materiały, kupuję nawet kredki, kartki do rysowania, klocki Lego, książki, by usłyszeć, że dziecko nie ma czasu? Nie ma czasu na naukę? A kto się za nie nauczy? Nie wstawiam uczniom złych ocen w takich przypadkach. Nie widzę sensu. Nie krzyczę - tym bardziej nie przynosi to zamierzonych efektów. Jednak czasami człowiek myśli czy poloniści albo matematycy nie mają lepiej. Skoro nie ma zadania domowego - ocena niedostateczna. Może powinnam pytać na ocenę? Ale czy doprawdy o to w tym wszystkim chodzi? Bo mnie nie chodzi o pieniądze. Obchodzi mnie jeszcze szacunek do własnej osoby.

poniedziałek, 25 maja 2015

Krecik i orzeł. O wdzięczności.

Dzisiejsza lekcja w klasach I-II dotyczyła tematu wdzięczności. Lekcję rozpoczęlam dziś od projekcji animowanej bajki czeskiej produkcji: Krecik i orzeł. Znany i popularny wśród pokoleń starszych i młodszych, Krecik jest cudownym przykładem etycznie wzorowych zachowań. Troszczący się o przyjaciół, pomagajacy i współczujący, o empatii bez skazy. Pomysłowy i kreatywny. A to przecież bajka stara jak świat ;) niejedno pokolenie Rodziców pamięta bajkę o Kreciku ze swojego dzieciństwa. 
Tym razem, Krecik został zaskoczony przez oberwanie chmury. Padało tak intensywnie, że woda zalała okolicę i miasto. Wiele zwierzątek ratowało swoje życie na wszelkie możliwe sposoby. Bezbronne pisklę dryfujące w gnieździe na falujacej wodzie, ratuje przed zgubą Krecik. Pisklątko znajduje się pod czułą opieką Krecika, który dba o podstawowe potrzeby małego ptaszka. Karmi, pierze pieluszki, bawi się, chroni przed niebezpiecznym światem. Pisklątko rosnie. I rośnie. W końcu przerasta również dziecięcy wózek. 
Filmik trwa ok. 28 minut. Dzieci oberzały tylko 10 minut bajki - do momentu opisanego w powyższym akapicie. Zadaniem dzieci było narysowanie na kartkach bloku rysunkowego możliwe zakończenie bajki. Pozostałą część bajki, chciałabym dokończyć z uczniami w środę, by wspólnie omówić słowo: wdzięczność, które jest nieocenione w relacjach międzyludzkich. 
Poniżej zamieszczam bajkę "Krecik i orzeł" do wykorzystania na zajęciach, gdyż buszując w Internecie, napotkałam ogromne problemy ze znalezieniem wersji oryginalnej (tj. 28 minut).
Miłej nauki i zabawy z Krecikiem - nie tylko na lekcjach etyki! :)








piątek, 22 maja 2015

Dlaczego warto się uczyć? Konspekt lekcji dla klas I-III

Wczoraj, na zajęciach etyki w grupie dzieci z klas pierwszych i drugich, dokańczaliśmy lekcję rozpoczętą w poniedziałek na temat: dlaczego warto się uczyć?
W poniedziałek, dzieci wpierw pracowały indywidualnie, wypisując na kartkach z bloku rysunkowego, skojarzenia związane z pytaniem: dlaczego warto się uczyć? Oczywiście, pytanie czy można napisać dlaczego nie warto się uczyć, również padło. Poprosiłam, by w takim przypadku, napisać konkretną odpowiedź, uzasadniającą dany wybór. Następnie, uczniowie podzielili się na trzyosobowe zespoły, w których wspólnie wybierali najważniejsze według nich argumenty zapisane w poprzednim poleceniu, podczas pracy indywidualnej. Prezentację argumentów wybranych przez dwie grupy, dzieci przedstawiały na następnych zajęciach. Wtedy poprosiłam uczniów, by krzesła ustawili naprzeciwko siebie, sama zaś usiadłam z boku, moderując dyskusję. Każde dziecko z danej grupy, przedstawiało dany argument, które wybrali podczas wspólnej pracy. Na koniec lekcji, by dzieci zapamiętały z niej nie co więcej, pokazałam uczniom przygotowane przez siebie piętnaście powodów dlaczego warto się uczyć. Z dziećmi ustaliliśmy, iż prezentując je na głos, będą wstawać, jeśli będą się z danymi argumentami zgadzać, zaś siedzieć będą na krześle gdy dana moja odpowiedź będzie według nich niepoprawna. Co myślicie Drodzy Czytelnicy o takiej lekcji? Bo nie muszę chyba dodawać, że dzieciom się podobało, co mnie jeszcze bardziej motywuje do tworzenia dla nich fajnych lekcji etyki :)

Jakie argumenty uzasadniające wartość nauki można podać dzieciom na lekcji? Przedstawiam moje piętnaście pomysłów:
  1. niezależność od innych - potrafię sam/sama rozwiązywać zadania i polecenia;
  2. wtedy wiem, co chcę robić. co lubię, a czego nie;
  3. dowiaduję się nowych i ciekawych informacji i umiejętności;
  4. człowiek mądry czyta książki;
  5. potrafię wykorzystać swoją wiedzę w życiu;
  6. pragnę zdobywać wiedzę;
  7. można uczyć innych. Pomagać im w lekcjach;
  8. wiedza czyni człowieka bogatym wewnętrznie; 
  9. uczę się tego co mnie interesuje;
  10. człowiek mądry nie wstydzi się zdobywać wiedzy;
  11. rozwijam się - potrafię współczuć. Rozwijam swoją empatię i wrażliwość;
  12. człowiek wykształcony nie bije koleżanek i kolegów;
  13. lubię wiedzieć więcej;
  14. człowiek mądry uczy się na błędach (obserwuje siebie i innych oraz wyciąga z tego wnioski);
  15. człowiek wykształcony jest kulturalny i spokojny. Nigdy nie krzyczy. 
Aby sprawdzić, czy dzieci faktycznie nas słuchają ze zrozumieniem, warto podać dwa, trzy przykłady kontrargumentów, np. człowiek mądry nie czyta książek, człowiek mądry krzyczy i bije koleżeństwo, człowiek wstydzi się uczyć, człowiek nie lubi pomagać innym w odrabianiu lekcji, etc. 

poniedziałek, 18 maja 2015

Majowe przemyślenia własne. Religia a światopogląd. Religia a społeczeństwo.

W życiu bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek napiszę cokolwiek na temat zawarty w tytule posta. Jednakże, ucząc etyki, obserwuję różnych ludzi o różnych poglądach. Uczę się zarówno od innych, jak i inni mnie. Jednak to, co uderza mnie najbardziej, to wariujące we wszystkich możliwych kierunkach ataki na katolików. Katolik jest ograniczony, katolik jest głupi, katolik nie ma własnego zdania, katolik jest uzależniony od zdania wypowiedzianego kazania na niedzielnej mszy. Katolicy są agresywni i nietolerancyjni - nie akceptują związków homoseksualnych, nie chcą wyrazić zgody na zawarcie przez osoby homoseksualne związków małżeńskich, katolicy to niezdefiniowani wojujący konserwatyści w społeczeństwie demokratycznym, uprzykrzającym liberalnym politykom i obywatelom życie w godnych warunkach. To osoby, które w świetle tradycji przemijającego zabobonu nie chcą przyjąć tolerancyjnych wizji politycznego państwa. Miesza się przecie religię z polityką. Katole wpierdalają się wszędzie. Na wszystko, na każdy temat muszą przecież wyrazić swój sprzeciw. Bo wszystko ograniczone jest wizją każdego katolickiego wojującego buntownika. Dlaczego o tym piszę? Z tego co widzę, w ten sposób zachowują się osoby, które w istocie nie znają niestety swojej wiary. I nie mam tu wcale na myśli znajomości na pamięć wykutej modlitwy. Mam na myśli poznanie zasad wiary, tym czym powinien każdy wierzący kierować się w życiu codziennym. Człowiek nawet nie wie, jak wygląda sytuacja światopoglądowa u innych osób wyznających inne religie. Tamci są fair. Tamci są fajni. Tam religia nie włazi brudnymi buciorami w politykę, w życie codzienne człowieka. Czyżby? Zapraszam do poznania innych ogródków, nie tylko własnego, chyba, że nie wiemy co u nas pod każdym liściem i kamieniem piszczy. Prowadząc lekcje i poznając różnych ludzi, widzę, jak niekiedy dana religia i wyznanie wiary wpływa na życie codzienne. I wcale nie mam na myśli tutaj polityki.